Renault Zoe miniatura posta

Renault przez lata wypracowało swoją pozycję na rynku tradycyjnych aut miejskich i kompaktowych. Jednak w 2012 roku postanowili wprowadzić model, który jest początkiem wizji przyszłości jaka nas czeka w niedalekim czasie. Oczywiście mam na myśli samochód elektryczny, ale zaprojektowany w nowy sposób. Do tej pory kiedy producenci budowali auta elektryczne to wyglądały one jak statki kosmiczne na kołach. Co zrobiło Renault? Narysowało piękną linię, z długimi przetłoczeniami na bokach nadwozia oraz dodało do tego kilka elementów o stylistyce eko-futurystycznej, jak reflektory przednie i tylne lampy. Co z tego wyszło? Przekonajcie się w dalszej części relacji modelu Zoe!

Układ napędowy

W tym przypadku, jako że mamy do czynienia z czymś nietypowym, zaczniemy od omówienia silnika elektrycznego. Za jego konstrukcję odpowiada dział koncernu, który nazywa się Renault Z.E. od Zero Emission. ZamontowanyRenault R90 Z.E. 40 Electric Engine tradycyjnie pod maską silnik elektryczny R90 w połączeniu z zestawem akumulatorów trakcyjnych Z.E. 40 zapewnia kierowcy moc 92KM i 220Nm momentu obrotowego, które Zoe przenosi na przednie koła.

Osiągi jednostki są typowo miejskie: około 13s do 100km/h i maksymalna prędkość około 140km/h. Warto jednak wspomnieć, że w takich autach bardziej liczy się przyspieszenie do 50km/h. W tym francuskim kompakcie jest bardzo dobre i potrafi zawstydzić nie jedno mocniejsze auto przy sprincie ze świateł.

Niezaprzeczalnie w parze z osiągami idzie zużycie paliwa, a w tym przypadku zużycie prądu i zasięg pojazdu. Renault Zoe zostało poddane homologacji zgodnej z NEDC (po przetłumaczeniu: Nowy Europejski Cykl Jezdny). Ustalono że maksymalny zasięg auta (z 15″ felgami i oponami o niskim współczynniku oporów toczenia) wynosi 403km w warunkach letnich. Jako, że do nas Zoe trafiło podczas zimy, gdzie temperatura schodziła praktycznie przez cały test w okolice 0° C niestety zasięg nie był aż tak wysoki. Jednak biorąc pod uwagę że jest to auto miejskie, uważam że zasięg w okolicy 200km jest akceptowalny. Spory wpływ na zasięg ma nasz styl jazdy oraz warunki na drodze. Jeśli autem poruszamy się wyłącznie w korkach niestety zasięg będzie nieubłaganie schodził do dołu. Natomiast jeśli będziemy poruszać się płynnie bez większych przestojów to auto podczas dohamowań przed światłami, zakrętami będzie odzyskiwać energię co będzie delikatnie przedłużać zasięg. W taki sposób przez pierwszy dzień testu udało mi się Zoe pokonać ponad 250km a innego dnia kiedy stałem totalnie w korku zasięg wyniósł 180km więc niewątpliwie jest tu wiele zależnych na które trzeba zwrócić uwagę.

Linia nadwozia

Podczas tego kilkudniowego testu auto niewątpliwie przyciągało uwagę napotkanych osób. Oglądali się za nim Renault Zoe linia nadwoziaprzechodnie, również ludzie na przejściach dla pieszych (choć tutaj czynnikiem mogło być to że auto porusza się bezszelestnie). Na parkingach również pytano mnie co to za model i co to za silnik tak cicho pracuje. Zdecydowanie „kreska”, którą projektant pociągnął podczas rysowania nadwozia wyszła mu tak jak powinna. Złośliwi powiedzą, że jak na tak kompaktowe auto ma dość wysoko pociągniętą linie dachu, ale okrągła bryła bardzo dobrze to kamufluje. Dzięki temu, że dach jest na tej wysokości wnętrze jest bardzo przestronne i nawet bardzo wysokie osoby znajdą tam wygodną pozycję, ale o tym później.

Patrząc od boku zobaczymy dwa przetłoczenia ciągnące się przez całą długość auta. Nawet gdy Zoe stoi wygląda dynamicznie jakby się poruszał. Duży plus za ukrycie klamek tylnych drzwi w słupkach. Całości dopełniają 17″ felgi Renault Zoe felga przódaluminiowe o wzorze TechRun, które zgodnie z aktualną modą posiadają elementy na froncie wypolerowane w tzw. diamond cut. Auto testowe otrzymaliśmy z oponami zimowymi BFGoodrich 205/45R17. Zarówno felgi jak i opony są dość wąskie, wszystko to aby zmniejszyć opory toczenia. Na szczęście koła wysunięte są maksymalnie do rogów bryły nadwozia co bardzo dobrze wpływa na właściwości jezdne i prowadzenie.

Jeśli chodzi o przód jest to typowe auto elektryczne, mała ilość wlotów Renault Zoe przódpowietrza, aby poprawić opływowość nadwozia. Centralnie umieszczone zostało duże logo Renault. Futurystyczne reflektory z podświetlonymi na niebiesko elementami oraz soczewką do świateł mijania nadają autu nowoczesny wygląd. Niżej w zderzaku znajdują się dwie lampy LED służące jako energooszczędne oświetlenie dzienne. Nie ma tu rewolucji, ale może to i dobrze, ponieważ  Zoe pokazuje, że można jeździć czymś tak nowoczesnym i jednocześnie zbytnio się nie wyróżniać. W przeciwieństwie do jednego z niedawno testowanych konkurentów czyli BMW i3, które zarówno pozytywnie jak i negatywnie rzuca się w oczy. Z przodu jest ukryta jeszcze jedna rzecz. Mianowicie w dużym logo marki projektanci schowali gniazdo do ładowania pojazdu. Nad wtyczką umieszczone zostały podświetlone litery Z.E. aby nie było wątpliwości, że ładujemy auto które nie emituje żadnych zanieczyszczeń.

Tył Renault to synonim prostoty, zresztą co tu komplikować, miało powstać proste miejskie auto. Mamy tu ładnieRenault Zoe tył nadmuchany i wysoko poprowadzony zderzak. Ciekawostką są dwa ucięcia na brzegach nadkoli, łączą się one z przetłoczeniami na bokach nadwozia i jak spojrzeć pod dobrym kątem wyglądają niczym tuningowe poszerzenia nadkoli. Próżno tu szukać końcówki tłumika, dlatego musimy się zadowolić gładkim dyfuzorem-nakładką w czarnym kolorze. Sporo na pewno się dzieje w tylnych lampach LEDowych. Ponownie użyje tutaj słów eko-futurystyczne. Klosze są w pełni przeźroczyste, natomiast odpowiednie elementy lampy posiadają podświetlenie we właściwym kolorze. Tu również jak z przodu są wbudowane elementy z niebieskim podświetleniem.

Wnętrze

W środku projektanci Zoe byli konsekwentni i postawili na prostotę, co zdecydowanie sprawi że w codziennym użytkowaniu pokochamy to auto. Renault Zoe deska rozdzielczaPo prostu wsiadamy i jedziemy. Deska rozdzielcza składa się wyłącznie z wygodnego panelu sterowania klimatyzacją oraz ekranu dotykowego do obsługi multimediów i ustawień pojazdu. Liczba przycisków została ograniczona do minimum. Więcej przełączników znajdziemy za kierownicą. Oprócz przycisków do sterowania komputeremRenault Zoe lewarek pokładowym Renault umieściło tu też swój nieśmiertelny pilot do obsługi radia, który trafia chyba do wszystkich modeli francuskiej marki. Nie ma w tym w sumie nic złego, ponieważ jest to dobrze działające, sprawdzone rozwiązanie. Sama kierownica ma idealną grubość i wyprofilowanie przez co bardzo przyjemnie leży w dłoniach. Obszyty skórą wieniec wygląda ładnie i świetnie spisuje się przy manewrowaniu i dynamicznej jeździe. We wnętrzu znajdziemy naprawdę dużo miejsca. Za kierowcą o wzroście 180 cm może spokojnie usiąść druga osoba tego samego wzrostu. Jak wspominałem podczas omawiania wyglądu, ta ilość miejsca na głowę jest zasługą odpowiedniego poprowadzenia linii dachu. Na tunelu środkowym znajdziemy niewiele elementów. Główną rolę gra tu lewarek jednostopniowej przekładni automatycznej oraz kilka przycisków. Na początku zaskoczyło mnie to, że tak przyszłościowe auto nie ma elektrycznego hamulca ręcznego. Po przemyśleniu Renault Zoe bagażniksprawy oczywiście to dla bezpieczeństwa, jeśli auto się rozładuje elektrycznego ręcznego ani nie zaciągniemy ani nie wyłączymy.

Dzięki bardzo dobremu umiejscowieniu akumulatorów możemy cieszyć się 411L przestrzeni bagażowej. Otwór załadunkowy jest taki jak trzeba, jedynie próg mógłby mieścić się nieco niżej ale zakupy z supermarketu damy radę tam podnieść i włożyć. Należy pamiętać, że na co dzień wozimy tam też gustowną torbę, w której znajdują się kable do ładowania naszego pojazdu. Bez niej nie „zatankujemy” i skończymy gdzieś na poboczu w oczekiwaniu na assistance.

Wyposażenie, obsługa i cena

Ponieważ nasz testowy egzemplarz to wersja wyposażenia Intens. Posiada m.in elektryczne sterowanie szyb, lusterek, dostęp bezkluczykowy oraz odpalanie naRenault Zoe kierownica przycisk, klimatronik, nawigację Tom-Tom, tempomat, tylne czujniki parkowania oraz kamerę cofania, system R-Link zawierający bluetooth do funkcji głośnomówiących dla telefonu. Także można śmiało powiedzieć, że auto jest kompletnie wyposażone. System R-Link sam w sobie posiada wiele wbudowanych funkcji jak możliwość ustawienia aby auto o wybranej godzinie nagrzało lub schłodziło się do wybranej temperatury (kiedy ładuje się podpięte do wtyczki).

Co do obsługi jest to auto bardzo intuicyjne, właściwie po kilkunastu minutach w środku obsłużymy całe wyposażenie zamontowane przez producenta. Na plus zasługuje wyświetlacz, który zastąpił klasyczne zegary. Pokazuje on stopień naładowania akumulatorów, prędkość oraz to czy auto aktualnie zużywa prąd czy doładowuje się z energii z hamowania.

Przy temacie obsługi poruszę kwestię wtyczek oraz ładowania pojazdu. Jak wspominałem w bagażniku Renault Zoe gniazdo ładowaniaposiadamy dwa typy przewodu do ładowania. Jeden z nich otrzymujemy razem z autem, za drugi musimy dopłacić gdyż jest to wyposażenie opcjonalne. Ważne jest to, że przewód po wpięciu go do wtyczki automatycznie się rygluje więc bez kluczyka w ręku nie wyjmiemy go czyt. ktoś nam go nie ukradnie. Więc pierwsza wątpliwość kogoś kto nie miał styczności z autem elektrycznym została rozwiana. Jeśli tak się zdarzy, że jedziemy do centrum handlowego lub parkujemy na mieście to mamy możliwość podłączyć się do szybkiej ładowarki. W zależności od mocy szybkiej ładowarki czas ładowania do pełna wynosi od 1.5 godziny do 15 godzin. Jeśli trafimy do tej najmocniejszej odmiany to dobre zakupy i obiad pozwolą wyjechać z pełnym akumulatorem. Niestety ładowarek o tej mocy nie ma jeszcze zbyt wiele, więc skazani jesteśmy na podładowywanie prądu a do pełna doładować go musimy już w domu, w garażu. Gdzie o ile nie zainwestujemy we własną szybką ładowarkę lub choćby gniazdko o wyższej mocy będziemy zmuszeni czekać nawet do 25 godzin, aby uzyskać pełne naładowanie.

Dodam tutaj, że to nie jest absolutnie wina auta, nie ma cudów. Aby naładować taką ilość akumulatorów potrzebaRenault Zoe nocą albo czasu albo wyższej mocy ładowarki. Na tą chwilę po prostu nasza infrastruktura miast jest totalnie nieprzygotowana na wygodne korzystanie z takich aut. Jesteśmy skazani na to, żeby liczyć że pełne naładowanie wystarczy na cały dzień jazdy (co w większości przypadków jest prawdą). Gdy powstanie więcej szybkich ładowarek będzie można realnie myśleć o jeżdżeniu takim pojazdem na dowolne przebiegi dzienne, bo około 1.5 godziny na ładowanie do pełna to naprawdę świetny wynik.

Skoro już jesteśmy przy zużyciu prądu, poruszę temat cen Zoe. Za tak wyposażone auto jak nasz testowy egzemplarz trzeba zapłacić około 140 000zł. Zdaję sobie sprawę że dla wielu użytkowników aut jest to kwota nieakceptowalna. Jednak tutaj należy brać pod uwagę, że dostajemy za to pojazd z bogatym wyposażeniem, automatyczną skrzynią biegów oraz że właściwie poza ewentualną opłatą leasingową nie ponosimy kosztów przejazdów. Bo większość ładowarek miejskich jest za darmo a jeśli nawet będziemy ładować go w domu to koszt pełnego naładowania nie przekroczy 5-6zł. Cena w porównaniu do konkurentów jest również atrakcyjna, Nissan Leaf w podobnej wersji wyposażenia to koszt około 165 000zł a BMW i3 to około 200 000zł. Zatem zakup Zoe jest to zdecydowanie atrakcyjna oferta.

Podsumowanie

Długo zastanawiałem się jak podsumować ten test. Ponieważ możliwość przetestowania tego auta akurat zimą otworzyła mi oczy na pewne sprawy. Realnie zacząłem widzieć w autach w pełni elektrycznych przyszłość ruchu miejskiego. Pierwsza rzecz która mnie uderzyła rano, kiedy odpaliłem to autko obok innych stojących tam aut, to kłęby dymu które najlepiej widać właśnie zimą. Owszem część tego dymu to para wodna (głównie w silnikach benzynowych), ale niestety jakby na to nie patrzeć stare, rozpadające się diesle emitują tony zanieczyszczeń, które wdychamy. A to małe autko jadące po drodze nie zostawia po sobie śladu. Złośliwi powiedzą żebym sprawdził skąd mi prąd płynie do gniazdka, tak macie racje.. wiem skąd płynie prąd w Polsce ale to ponownie nie jest wina aut elektrycznych tylko złej infrastruktury i polityki energetycznej. Nie wiem ile lat jeszcze trzeba żeby coś się zmieniło w tej materii, ale wiem jedno że chętnie postawiłbym w garażu auto elektryczne. Takim autem mógłbym dojeżdżać na co dzień do pracy. Widzę miliony sposobów na jego modyfikacje np. obniżyć, okleić folią, zmienić koła i w ten sposób wyróżnić z tłumu. Obok niego oczywiście będzie stało coś mocnego, głośnego czym będzie można bawić się wieczorami i w weekendy. Tak pewnie będzie wyglądała nasza rzeczywistość za kilka lat, w codziennym życiu spaliny będą zakazane, ale poza godzinami szczytu albo granicami miast będzie można wyjechać i poczuć to co pasjonaci motoryzacji kochają najbardziej.. A wy jak myślicie, czy takie będą auta przyszłości?

Renault Zoe linia

3 komentarzy do “Spojrzenie w elektryczną przyszłość czyli Renault Zoe TestDrive

  • Marek

    Całkiem niezły zasięg ma to autko. Żeby tylko stacji szybkiego ładowania było więcej na mieście 🙁

    Odpowiedz
  • Marta

    Pytacie na facebooku jak się podoba.. no ładną linię ma.. i pyszczek taki uśmiechnięty 🙂

    Odpowiedz
  • Paweł

    Auto mi się podoba, podobnie jak Nissan Leaf ale co z tego skoro cena jednego i drugiego zabija.. za 1/3 można kupić nieźle wyposażonego kompakta z małym benzynowym silnikiem.. który pozwoli ekonomicznie poruszać się po mieście.. Gdzie są dopłaty do elektryków! Ma być ekologia, to niech Państwo się do tego zacznie dokładać a nie wszystko z kieszeni podatnika..

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *